Przesłuchanie Schetyny bez wielkich rewelacji
Anna Wojciechowska
2010-02-04 00:17:49
Rzeczowy, spokojny, z poczuciem humoru, a przede wszystkim naturalny - tak wczoraj Grzegorz Schetyna zaprezentował się przed komisją. Sejmowym śledczym nie udało się go niczym zaskoczyć.
Choć trzeba też przyznać, że nie na wszystkie pytanie padły do końca przekonujące odpowiedzi. Chodzi o dwa konkretne spotkania u premiera z udziałem Schetyny, które wydają się kluczowe dla wątku rzekomego przecieku o zainteresowaniu CBA lobbystami, do jakiego miało dojść z kancelarii premiera, jak twierdzi były szef CBA Mariusz Kamiński. Pięć dni po tym, jak Kamiński poinformował premiera, że wokół ustawy hazardowej toczy się lobbing z udziałem polityków PO, Tusk zwołał do siebie ówczesnego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego i Schetynę. Po co? Były wicepremier zeznał, że mowa była owszem o słynnych dopłatach, z których - jak się potem okazało - ówczesny minister sportu w niejasnych okolicznościach chciał zrezygnować w ustawie hazardowej ku zadowoleniu właścicieli jednorękich bandytów, ale wcale nie w tym kontekście. Schetyna twierdzi, że mowa była jedynie o Euro2012 i zagrożonym wtedy zabezpieczeniu finansowania budowy Stadionu Narodowego.
Już przed przesłuchaniem nawet Zbigniew Wassermann z PiS, który wcześniej sugerował, że w stenogramach z podsłuchów CBA mogą być tropy obciążające Schetynę, przyznał, że nie zna na razie dokumentów, które pozwalałyby określić rolę byłego wicepremiera, dziś stojącego na czele klubu parlamentarnego PO, w aferze. I rzeczywiście, wczorajsze przesłuchanie pokazało, że nie ma żadnych poszlak, które wskazywałyby, inaczej niż w przypadku innych polityków PO Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego, by Schetyna w jakikolwiek sposób był zaangażowany w pomoc Ryszardowi Sobiesiakowi i Janowi Koskowi, którzy lobbowali korzystne dla siebie przepisy w ustawie hazardowej.
- To proszę podać powody, dla jakich premier pana zdymisjonował? - pytała Beata Kempa z PiS. - Powód był jeden: premier poprosił mnie o złożenie dymisji - odparł z uśmiechem Schetyna. Po czym dodał, że chodziło o to, że po opublikowaniu przez "Rzeczpospolitą" stenogramów z podsłuchów CBA, gdzie "Grześ" też się pojawiał, wytworzyła się atmosfera sugerująca, że najważniejsi ludzie z rządu są zamieszani w aferę, i dla dobra rządu zgodził się dymisję złożyć.
Rzeczowy, spokojny, z poczuciem humoru, a przede wszystkim naturalny - tak wczoraj Schetyna zaprezentował się przed komisją.
Grzegorz Schetyna zeznał też, że ani Chlebowski, ani nikt inny w kluczowych dla losu projektu nowelizacji ustawy o grach miesiącach nie próbował do niego dotrzeć, by coś załatwić w tej sprawie. W samym przebiegu prac legislacyjnych Schetynę bronią mocno opinie, jakie wychodziły do ustawy z jego resortu: konsekwentnie restrykcyjne dla branży hazardowej.
Podejrzenia budziła jego znajomość z głównym lobbystą hazardowym w tej aferze Ryszardem Sobiesiakiem. - Nie grywam w golfa i tenisa, i to jest mój atut - żartował szef klubu PO.
strona: 1 z 1